Inchallah – arabski odpowiednik “jeśli bóg [jakikolwiek bądź] pozwoli”.
Całkiem niedawno spędziłam miesiąc w Maroku, gdzie każda rozmówka uliczna kończy się, a każda dłuższa pogawęda jest przeplatana (z częstotliwością “co zdanie”, w bardziej gadatliwych przypadkach MHz = “co akapit”) właśnie owym pokornym Inchallah!
- Jak dojść do meczetu?
- Idziesz prosto, potem w lewo, potem w prawo i jesteś na miejscu. Inchallah!
- Jak ci się żyje? Dobrze, mieszkam z matką i dwiema siostrami, trochę ciasno, ale właśnie przywiozłem kupę piachu, zaczynam budować własny dom. Zamieszkam w nim z ukochaną. Inchallah!
“Inchallah!” dzień w dzień, rozmowa po rozmowie trenuje pokorę. I wyrabia dystans do własnych planów. Bo gdyby tak pomyśleć z przymrużeniem oka: nie zrobiłam czterech z zaplanowanych rzeczy, to nie pozostaje nic innego jak tylko wzruszyć z lekkością ramionami: widocznie bóg (jakikolwiek bądź) tak chciał;-).
Ale nie o tym miało być;-). Miało być o reklamie marokańskiej:

Pytanie konkursowe: co tu jest inne?
