W dzisiejszej odsłonie portalu gazeta.pl zapis reakcji na nową akcję społeczną. Akcja najwyraźniej potrzebna, a niektóre reakcje jakby z innej bajki, tak dalekiej, że aż nieprawdopodobnej.
Chodzi o plakat rozwieszany w warszawskich pojazdach komunikacji miejskiej, który przedstawia zdjęcie USG płodu trzymającego maleńką rączką uchwyt tramwajowy czy autobusowy. Realizacja ma zachęcać pasażerów do ułatwiania podróży kobietom w ciąży. Hasło brzmi “Podróż męczy nie tylko przyszłą mamę – ustąp miejsca dziecku w drodze”, a uzupełnieniem kampanii przygotowanej przez agencję Doug Faber Family jest seria piktogramów, które mają pojawiać się także w sklepach i miejscach publicznych, a które z założenia mają sprawić, żeby kobiety w ciąży nie bały się poprosić o ustąpienie miejsca. Akcja ważna o tyle, że nie chodzi tylko o “strzelanie focha” paniusi w ciąży, ale przede wszystkim o bezpieczeństwo jej i dziecka. Wszyscy wiemy, w jakie turbulencje można wpaść nie wsiadając nawet na pokład samolotu, tylko pozostając w polskich autobusach i tramwajach. Pal diabli mocnego siniaka. W tym przypadku chodzi o naprawdę ważniejsze bezpieczeństwo. Na dodatek podwójne.

Tym dziwniejsze wydały mi się niektóre komentarze, a jeśli wierzyć reporterowi (a czemu by mu nie wierzyć?) większość z nich pochodziło od kobiet, tyle, że feministek (przepraszam za złośliwy odcień określenia, ale w tym przypadku bezmyślność jest zadziwiająca). Oburzone feministki argumentowały: to sprowadzenie kobiety do roli futerału, inkubatora, to umniejszanie roli kobiety na rzecz dziecka, kiedy zobaczyłam ten plakat, poczułam niesmak i niedowierzanie, to jest nieprawdopodobne, absolutnie oczywiste wypchnięcie kobiety z pola społecznego i wszelkiego widzenia.
Myślałam, że chociaż nigdy w “tych sprawach” nie manifestowałam, to czuję pewną bliskość z poglądami feministycznymi – przynajmniej było to wtedy, kiedy feministki namawiały umęczone matki-Polki do odrobiny zdrowego egoizmu. Po ostatnim wystąpieniu wiem, że do tych pań feministek nie należę. Bo aż taką egoistką nie jestem.
PS. Dla porównania artykuł tłumaczony z The Guardiana.

Kamień z serca!i dowód na to, że zawsze i wszędzie najlepszy jest zdrowy rozsądek. Tylko dlaczego tak o niego trudno?