Łódź Fabryczna

27 07 2007

Dialog przy stoisku z przecenionymi, bo starymi [= sprzed miesiąca, góra dwóch;-)] gazetami:

- Popatrz, popatrz, młoda Kaczyńska na okładce…

- Piszą, że urodziła już dziecko, co ma z tym drugim, co to z nim męża zdradziła.

- No umiaru nie znają. Ci dziennikarze to niedługo pod kołdry zaczną z aparatami włazić.

- Nooo…. Aż muszę przeczytać.





Nie tu, ale teraz (do diabła!)

27 07 2007

Amnesty International już od dłuższego czasu robi “niesamowite” akcje. Przestali się  kojarzyć tylko i wyłącznie ze zbieraniem podpisów, które chyba w sporej części były odbierane nieco wirtualnie. Ja w każdym bądź razie nie potrafiłam sobie wyobrazić, żeby mój podpis pod protestem miał zmienić zamiary i decyzje jakiegoś fanatyka. Nawet jeśli czasami podpisywałam się, to zanim jeszcze kończyłam zamaszysty ruch na papierze, zdążyłam już przeprowadzić w głowie mini-wywód: “po co? – bo trzeba – ale to na nic! – nie szkodzi, to symbol”. I do tej pory myślę, że wartością tych wszystkich akcji był własnie ich wymiar symboliczny: że jeszcze ktoś pamięta, że jeszcze komuś chce się powiedzieć “nie!”.

Ale ostatnie akcje AI (tej pokazanej niżej akurat niestety w Polsce nie było) trafiają do mnie dużo mocniej. Może dlatego, że nie zwalniają z poczucia jakiegoś bliżej niesprecyzowanego obowiązku, że nie dają poczucia chwilowej ulgi, które towarzyszyło tamtym podpisom. Przeciwnie: te akcje uderzają w moje poczucie zadowolenia osoby “zawsze-dobrze-poinformowanej”, w moją tożsamość odbiorcy newsów.

not here but now not here but now AFR Not here but now - Iraq Not here but now - Iraq 2

Chodzi o to, że te zdjęcia przestawiają porządek rzeczywistości: nagle świat znany z mediów wnika w świat codzienny, “dotykany” bezpośrednio przeze mnie. To wywołuje przedziwny efekt. Bo okazuje się, że co innego oglądać dokument w Faktach, wzdychać nad herbatą “no tak… okrutne to wszystko”, a co innego dostać wreszcie po pysku na otrzeźwienie: “widzisz, teraz dzieje się to na twoim podwórku. I co ty na to?”.