Jogurtem piorę, jogurt uprawiam, w jogurcie śpię

21 09 2008

Zott ciągle katuje reklamą jogurtów, w której kilka Polek rozpływa się nad owocami zerwanymi prosto z krzaczka i przekonuje, że dzięki Jogobelli ich życie jest lepsze. Jedna z nich nawet przyznaje bez większych oporów, że spożywa jogurt na śniadanie, obiad i kolację.  Pani pewnie w najbliższym czasie wypadnie odwiedzić gastrologa, ale jej reklamowe koleżanki należy od razu wysłać do językoznawcy (ze specjalizacją: logopedia). Jogurty Jogobelli “majom” duże kawałki owoców, owoce „som“ duże, „som“ soczyste, a dzieci „som“ szczęśliwe.

A ja jezdem zaskoczona, że podlizywanie się klientowi oznacza nawet naśladowanie jego potocznych błędów językowych. Tylko czekać, aż w ramach integracji z wybranym konsumentem w przerwach reklamowych kur..y zaczną latać.  





Urlop dla Magdaleny S.

21 09 2008

Tylko 1/5 wody znajduje się w naskórku, który odżywiamy kremami… Wszyscy już wiedzą, bo trudno nie zapamiętać, skoro spot leci często (za często) i to bez względu na sezon (tak jak na przykład rutinoscorbin, który jeszcze nie zdążył się znudzić, ale w grudniu ponownie będziemy mieli dość bohaterów wyglądających niewyraźnie).

Czy domy mediowe nie powinny doradzać klientom, że przesadna częstotliwość emisji spotów może powodować nie tyle wzrost sprzedaży, co reakcję alergiczną? Zaczynam powoli bać się, że pani Magdalena Szczepanik, która od 7 lat pracuje jako kosmetolog, za kolejne 5 też będzie pracowała jako kosmetolog i też od 7 lat…;/





Newsletter – dzień, godzina, format

12 11 2007

SARE opublikowało raport, który podpowiada między innymi, jak wysyłać newslettery, żeby dobrze wylądowały. Dobrze, czyli w „akuratnym” czasie i na gruncie podatnym na promocyjne sugestie.
Okazało się, że większość adresatów nie ma ulubionego dnia na newslettery (41%), ale druga co do liczebności grupa – 25% – wskazała na poniedziałek.


Trochę jestem zaskoczona, bo jak siadam w poniedziałek do komputera i ściągam zaległą pocztę [pod warunkiem, że weekend był odwykowy;-)], to atak newsletterów jest nieunikniony, a że poniedziałki zaczynam na ogół od tego, że już z czymś jestem spóźniona;), to robię wszystko, żeby je ekspresowo przesiać. Z tego powodu dla mnie (i nie tylko) najskuteczniejszym dniem na newslettery jest wtorek/środa. Z nieformalnych obserwacji wnioskuję też, że sama mam wtedy najlepszą zwrotność.
Kolejne 11% badanych wskazało na piątek, co już zupełnie zbija mnie z tropu, bo zawsze myślałam, że w piątek większość myśli już o weekendzie i newsletterom nic do tego, chyba, że chodzi o promocyjny drink w klubie.

Może warto zrobić badania nie tyle deklaracji, co właśnie zwrotności maili wysyłanych w konkretne dni tygodnia?

Większość ankietowanych wyznała, że najchętniej odbiera newslettery w godzinach porannych (39% przed 8.00, 33% między 8.00 a 12.00) i przedpołudniowych. Chyba lubimy, jak coś na nas w skrzynce czeka;).

Ankietowani zapytani o cechy newslettera, który ewentualnie przyciągnie ich uwagę śpiewali jak z nut, czyli zgodnie z podręcznikowymi formułami. Musi być: konkretny, rzeczowy, czytelny, z linkami do stron www (tę opcję najczęściej zaznaczały kobiety, podobnie, jak atrakcyjność graficzną), lekki i personalizowany (to z kolei warunek zdecydowanie męski).

Z kolei to, co nas w newsletterach drażni to: „NO EXIT”, czyli brak możliwości wypisania, niepoprawne wyświetlanie grafik, zbyt długi download, brak polskich liter i niemożliwość bezpośredniej odpowiedzi.

I jeszcze preferowany format newslettera: zdecydowanie html (86%, txt – 14%).

Cały raport można ściągnąć tu.

 





Sezon grypowy

11 11 2007

Tabcin – bo na grypę szkoda czasu.

Litości, dajcie się chociaż wychorować;). Wyleżeć w cieplutkiej pościeli. Wyspać. Wyleniuchować. Zabawić w hipochondryka. Poużalać się nad sobą. Powzbudzać litość otoczenia.

Niech leczy skutecznie, ale ukrycie;).

 





Poezja pustaka

15 10 2007

Zmiana tematu. Albo nie. Skoro mamy do zbudowania 3 000 000 domów, to trzeba przejrzeć szybko oferty. Jedna z nich nie zawiera co prawda zbyt wiele precyzyjnych informacji technicznych, ale za to jak pięknie jest zrobiona. Aż chce się wniknąć w tak pokazane miasto… Czyli można toporny w gruncie rzeczy temat (materiały budowlane) pokazać bez Pudziana, rozebranej pani albo szczęśliwej rodziny 2+2 wyglądającej z uśmiechem przez okno. Bo w pustakach jest poezja. Przygotowała Netlopia.