U F F ;)
Political advergaming – ciąg dalszy, czyli starcie ostateczne
17 10 2007Kolejny przykład gry wyborczej. Tym razem jest dynamicznie, a do dyspozycji konkurentów kilka atrakcyjnych dodatków na podorędziu (m.in. teczki, specsłużby i niezawodny w dolewaniu oliwy do ognia Jacek Kurski).

Komentarze : Zostaw Komentarz »
Kategorie : nowe media, wybory
Political advergaming
16 10 2007W ostatniej kampanii wyborczej chyba jedynym politykiem, który doczekał się (pozytywnej) roli w grze komputerowej, był Donald Tusk. Co prawda sztab nie zamieścił SuperTuska na oficjalnej stronie internetowej, ale nietrudno domyślić się, że szum był sztabowi jak najbardziej na rękę. Planszówka była – delikatnie mówiąc - uroczo nieskomplikowana (bohater pokonuje kolejne przeszkody w postaci kulek z napisami “ZUS”, “Urząd Skarbowy, etc.), a estetycznie przypominała takie gry, których już nie ma, a jeśli gdzieś się uchowały, to i tak niewiele z nich radości, bo występują tylko na dyskietkach (lepiej jeszcze, jeśli 5,25-calowych).
W tym sezonie nastąpił przełom technologiczny – polityczny advergaming otarł się nawet o flasha. Przykład płynie z Torunia, jeden z kandydatów przygotował Grę Wyborczą “Zablokuj PiS”. Polecam szczególnie wybrane tytuły z prasówki;).
Komentarze : Zostaw Komentarz »
Kategorie : PR, nowe media, wybory
re: list do wykształciuchów
12 10 2007
Jestem złośliwa. Bywam przesadnie kpiąca. Ale tym razem powiem spokojnie: Panie marszałku, są pewne granice tupetu. Pański list do wykształciuchów nie mieści mi się w głowie.
1. „…pozwalam sobie zwrócić się do Pana (oraz oczywiście do Pań Wykształciuchów, ale zdecydowałem się na użycie rodzaju męskiego)”
– Niby dlaczego? Prawo głosowania zostało przyznane polskim kobietom dekretem z 1918 roku.
2. „W pewnym bowiem sensie jestem Pańskim duchowym i społecznym ojcem: nie ja Pana stworzyłem, istniał Pan i istnieje niezależnie ode mnie, ale nikt nie może mi odmówić tego, że to ja Pana odkryłem i nazwałem. A czyż nazwanie – i to takie które weszło w językowy i społeczny krwiobieg – nie jest w jakimś stopniu powoływaniem do życia, do pełni istnienia? Póki nie nazwałem Pana Wykształciuchem, póki Pana nie zdefiniowałem i nie określiłem, nie istniał Pan, ale co najwyżej wegetował, był Pan zaledwie „wykształciuchem w sobie”, ale nie „dla siebie”.
- Bycie wykształciuchem nie określa mojej tożsamości. To marszałek D. postanowił przykleić tę etykietę, odświeżąjąc tym samym antagonizmy społeczne, podział na nas i onych, czyli wroga klasowego. I nie ma się co tu chwalić powoływaniem do życia, ratowaniem od wegetacji – bo ten twór nie był nikomu potrzebny. Powstał tylko po to, żeby wprowadzić podział. Na marginesie: zadziwia łatwość, z jaką politycy PiS przypisują sobie właściwości, których nie praktykują. Kiedy marszałek wymawia hasło reintegracji polskiego społeczeństwa, nie mam watpliwości, że przez ostatnie 2 lata PiS robił coś dokładnie odwrotnego.
3. „Jeśli powołałem Pana do pełni społecznego istnienia, to nic dziwnego, że poczuwam się do odpowiedzialności za Pana (społeczne ojcostwo rodzi wszak obowiązki) i nie jest mi obcy ból, który odczuwa Pan gorączkowo usiłując odpowiedzieć na pytanie: na kogo głosować 21 października tego roku. Chcę Pana przekonać, by głosował Pan na partię Prawo i Sprawiedliwość (lista nr 6) – formację, której współzałożyciel Pana też w symbolicznym sensie spłodził”.
- Błagam, tylko nie to. Kocham swojego ojca i zastępczego nie szukam. A gdybym nawet szukała i zorganizowała 7-etapowy casting, to ani marszałek D., ani żaden ze współzałożycieli PiS nie przeszedłby przez pierwszy próg. Bo nie przepadam za ludźmi, którzy kierują się zasadami nie-ufania, nie-szanowania, nie-porozumienia. Zresztą, nie wydaje mi się, żeby którykolwiek z panów chciał mnie zaadoptować: jestem z gatunku dzieci krnąbrnych, pyskatych i niechowających własnego zdania do szuflady. Panowie, zdaje się, wyrzucają za to na zbity pysk.
4. „Wiem, że Pan za mną nie przepada. Boleję nad tym, ale jestem przekonany, że Pańska niechęć bierze się z nieporozumienia. Uznał Pan, że akt nazwania z mojej strony był zarazem aktem odrzucenia i potępienia. Nic bardziej błędnego, ale by to wyjaśnić trzeba zastanowić się przez chwilę kim Pan jest, skąd Pan przychodzi i dokąd podąża”.
- Zgadza się. Nie przepadam. Ale nie dlatego, że pewne słowa sprawiły mi przykrość, że poczułam się potępiona, czy ukarana za to, kim jestem. Nieporozumienie wynika stąd, że to ja sama, w trosce o własne zasady unikam w swoim kręgu ludzi wypowiadających zawistne słowa i uciekam od tych, którzy chcą być władcami myśli, uczuć i dusz. A marszałek D. wraz z sobie podobnymi w moim odczuciu takie zapędy bezceremonialnie obnaża. I proszę: pozwólcie, że nad własną ścieżką życia będę zastanawiać się sama, a przedysktuję ją co najwyżej z najbliższymi. Trudno będzie zaakceptować to komuś, kto genetycznie ludziom nie ufa i chciałby wokół dyktować instrukcję obsługi życia, ale zapewniam: posiadam już praktykę i czuję się ze sobą pogodzona. Nie zawsze w intymne sprawy trzeba mieszać Historię, szczególnie tę w wydaniu drugim, poprawionym.
5. „Jest Pan, Drogi Panie, osieroconym, wiszącym w społecznej pustce dzieckiem Wielkiej Zmiany. (…) Otóż, drogi Panie, każda Wielka Zmiana łączy się z wyrwaniem przez jej zakres, dynamikę i głębię ludzi z ich dotychczasowych grup społecznych i układów odniesienia; każda Wielka Zmiana wykorzenia, czy „wysferza” tych, którzy ją tworzą lub w niej uczestniczą. (…) Pan jako Wykształciuch jest właśnie wykorzenionym absolwentem wyższej uczelni, który swoją tożsamość buduje nie na poczuciu ciągłości i zobowiązań społecznych, ale na ich odrzuceniu”.
- Po pierwsze: naprawdę mam już dość tego upartego zwracania się do mnie per „pan”. Po drugie, odpowiem Garfieldem: No comprendo, senor?! Bo dla mnie każda Wielka Zmiana wymusza nowe nawyki, elastyczność, pociąga za sobą chwile niepewności, ale też stwarza nowe możliwości, a więc potencjalnie rozwija. Nie czuję się też wykorzenioną absolwentką uniwersytetu czy ASP, nie odrzucam pochodzących stamtąd doświadczeń, przeciwnie: kontynuuję je, a im dalej jestem od oryginału, tym dłuższą drogę przeszłam, czyli więcej zrobiłam. Szacunek dla domu nie oznacza, że pozostanę w nim do końca życia i zrezygnuję z zakładania własnego. Il faut voyager loin, en aimant sa maison (Dalekie trzeba podejmować podróże, kochając swoje domostwo, Appolinaire). I na koniec: ja się nie „wysferzam” (paskudne słowo, przy okazji), ja tylko uwielbiam krążyć pomiędzy różnymi sferami. Bo uczę się wtedy wielu punktów widzenia i rozumienia odmienności. Polecam.
6. „Przecież społeczne korzenie przeszkadzają w biegu do przodu. Przecież wartości polskiego inteligenta, robotnika, rzemieślnika, chłopa wydawały się tak beznadziejnie niedostosowane do nowoczesnego świata. Przecież ten nowoczesny świat, zmodernizowana Polska to miało być królestwo oddane Panu w niepodzielne władanie. Wybrał Pan świat społecznej i aksjologicznej pustki, bo pustkę łatwo zapełnić samemu. Ufundował Pan swoją sprawę na nicości, bo łatwo zostać cesarzem niczego”.
- Przede wszystkim nie wierzę: mówi to jeden z zaciekłych wrogów wszystkiego, co poza czasem IVRP? Przecież to słowa dokładnie o tej/tu/teraz rzeczywistości!
Pan każe mi wybierać między czymś, co było i czymś, co – miejmy jednak nadzieję – kończy się. Pan nie wierzy w rozwój? Pan jest pesymistą, każda nie przez was wymyślona zmiana jest zagrożeniem. Bardzo perfidnie wykorzystujecie egzystencjalną niepewność ludzi. Bo w gruncie rzeczy nie chcecie jej zmniejszyć, ale za wszelką cenę podsycić, podtrzymywać. Bo to jest gwarantem waszej władzy.
Pan zakłada, że ten, kto odnalazł się w rzeczywistości po 89. roku, jest aferzystą i złodziejem, a dobrymi obywatelami są ci, którzy nie byli wystarczająco elastyczni i pozostali w skansenie. W moim odczuciu dobry obywatel rozwija kraj, a nie obniża poprzeczkę. W związku z tym uważam, że podtrzymywanie poczucia bezsilności u ludzi, którym poszło gorzej albo nie poszło wcale jest zwyczajnie podłe. Bo utrwala w nich przekonanie, że coś im się należy za sam fakt istnienia. Że państwo powinno dawać. Że samemu nie trzeba nic. Klasyczne równanie w dół. I jak wyżej: wmawianie ludziom bezsilności jest gwarantem waszej władzy. To przykre.
7. „(…) zwracam się o Pański głos, bo sądzę, że zawsze woli Pan być po stronie silniejszych batalionów, a silniejsze bataliony ma moja partia. (…) Dziś nasi przeciwnicy użalają się, labiedzą i kraj ponad 6-procentowego wzrostu gospodarczego przedstawiają jako dotknięty załamaniem gospodarczym”.
- Błąd! Pan na dodatek zaprzecza sam sobie. Wbrew oskarżeniom, że wykształciuchy mają gdzieś resztę społeczeństwa, mam skłonność do stawania po stronie słabszego. Bo potrzebne mu wsparcie. Tyle, że nie oznacza to, że odruchowo i bezkrytycznie będę słabszego usprawiedliwiać i wzbudzać w nim zawiść wobec tego, któremu “się udało”. I proszę już nie kłamać, że wzrost gospodarczy to wasza zasługa. To kolejny przykład żerowania na źle wyedukowanym społeczeństwie, które lekcję o zależnościach ekonomicznych ma wciąż nieodrobioną. Na wasze efekty trzeba poczekać. I przyznam szczerze, że to akurat wywołuje we mnie lęk.
8. „Taki Pan jest, a mimo to zwracam się do Pana, by oddał Pan swój głos na listę Prawa i Sprawiedliwości i jestem przekonany, że trud mój nie będzie do końca daremny. (…) apeluję do Pana, by 21 października zacisnął Pan – jeśli trzeba – zęby i głosował na PiS”.
- Dziękuję za dobrotliwość i wyrozumiałość dla moich słabości. Po raz kolejny okażę się jednak niewdzięczna: nie chcę dostawać więcej zaślepionych arogancją listów. Korespondencja ma umożliwiać wymianę myśli, poglądów. Pan monologuje. Nie będzie między nami prawdziwej rozmowy. Jedyne, co nas łączy, to oczekiwanie 21 października. Tyle, że ja zaciskam zęby od 2 lat. I chciałabym wreszcie zwolnić ten dokuczliwy szczękościsk.
Komentarze : Zostaw Komentarz »
Kategorie : wybory
Oto jest pytanie
19 09 2007
Partia Kobiet pokazała plakat wyborczy:

Na stronie dodatkowa informacja (interpunkcja oryginalna):
„Wszystko dla przyszłości – nie zajmujemy się tym co było, nie szukamy haków, teczek, układów. To czego pragniemy to bezpiecznej i przewidywalnej przyszłości. Jesteśmy odważne, silne i niezależne. Nagie i prawdziwe. Jesteśmy niewinne, uczciwe – mamy czyste ręce, czyste serca i czyste intencje. Nie wstydzimy się naszej kobiecości. Ubrane czy nagie nie jesteśmy tylko obiektem seksualnym. Mamy twarze, oczy, myśli i przekonania których potrafimy bronić. Popatrz na nas i zapytaj sam siebie czy nam wierzysz, czy możesz nam zaufać?”
Partia Kobiet jest ok, ale za to plakat nie.
Jeśli “nic do ukrycia”? to, co na środku zdjęcia robi zasłaniająca plansza?
I znowu esy-floresy-frazesy, a żadnych konkretów (“wszystko” czyli co?)…
Pamiętam, że przy okazji niedawnych wyborów prezydenckich we Francji dużo osób oniemiało z zachwytu nad frekwencją. W tej kampanii było coś jeszcze, co trafnie podsumował jakiś francuski publicysta (niestety nie pamiętam nazwiska): Francuzi nie pytają już kandydatów, co mają zamiar zrobić, jeśli wygrają (i tak wszyscy obiecują podobnie). Pytają za to konkretnie: JAK masz zamiar to zrobić?
Komentarze : 1 komentarz »
Kategorie : outdoor, reklama, wybory
